Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zionego w porzuconych kopalniach złota w kraju Urianchajskim.
— Jest to najtrwalszy i najtwardszy metal — rzekłem, podając mu rurkę — niech więc będzie symbolem twojej siły, Pandito!
Gegeni, dziękując serdecznie, zaprosił mnie do siebie.
Odwiedziłem go po paru dniach.
W domu gegeni wszystko było na wzór europejski: elektryczne światło i opał, dzwonki i telefon, gdyż posiada sprowadzoną przed kilku laty dynamo-maszynę. Mieszkanie łączyło się telefonicznie z osadą przyjaciela Pandity, Rosjanina, który w celach wyzysku nauczył go pić wódkę i grać w karty. Gegeni częstował mnie winem i słodyczami, oraz zapoznał z dwoma bardzo ciekawymi ludźmi.
Jeden z nich był to niemłody już Tybetańczyk, lekarz, o twarzy prawie brunatnej, zeszpeconej przez ospę, o skośnych oczach i wielkim, ciężkim nosie. Lekarz starał się nie patrzeć mi w oczy, lecz chwilami rzucał na mnie spojrzenia bystre i badawcze, któremi jakgdyby mnie macał.
Był to specjalny lekarz, „wyświęcony“ w Tybecie.
Jego zadaniem było leczyć chorych gegeni, oraz... truć ich, gdy uprawiali politykę, nie-