Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IX.
OBÓZ MĘCZENNIKÓW.

Niedaleko od wjazdu do Urgi, koło jednopiętrowego domku stał samochód.
— Co to ma znaczyć? — zapytał baron szofera.
Szofer nie umiał mu wytłumaczyć.
— Podjeżdżaj do tego domu! — rozkazał baron.
Zatrzymaliśmy się przed gankiem. W tej chwili drzwi z łoskotem się rozwarły, z domu wybiegło kilku oficerów, którzy w popłochu rzucili się do ucieczki.
— Stój! — dźwięcznym, wysokim tenorem krzyknął Ungern.
Wszyscy stanęli, jak wryci.
— Wróćcie! — rozkazał tonem, jakim się mówi do psów, nie do ludzi.
Gdy powrócili z głowami pochylonemi, baron wszedł za nimi, opierając się na ciężkim taszurze. Drzwi pozostały otwarte, mogłem więc słyszeć i widzieć wszystko, co zaszło w oświetlonym pokoju.