Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


klasztoru; mówiono o udziale Rasputina w śmiałych napadach złodziei końskich za Uralem.
Nareszcie buchnęła wieść, że podczas jakiejś miłosnej wyprawy do wsi wynikła bójka na noże, i że Griszka Rasputin zabił jednego z napastników. Po tej historji Rasputin już do klasztoru się nie zjawił, lecz w ubraniu mnicha długo błąkał się po Syberji, aż się dostał nareszcie nad Wołgę, gdzie wkrótce zasłynął jako „święty“ „Boży człowiek“ śród przestarzałych dewotek z klasy bogatych kupcowych.
Oczywiście nie można było odmówić temu człowiekowi niektórych nadzwyczajnych zdolności. Jego przenikliwe, ostre, jak u żbika, pałające oczy zaglądały, zdawało się, do mózgu i wdzierały się do duszy.
Mógł zrozumieć i ocenić każdego człowieka z pierwszego rzutu oka. Był wielkim znawcą ludzi, ich charakterów, psychologji i życzeń. Nadto był bardzo silnym hypnotyzerem, miał nieprzepartą władzę sugestjonowania innych i wywierał wpływ zarówno na pojedyńcze osoby, jak też na większe ilości ludzi. Miał siłę władzy i przekonania w głosie, w tym głuchym, groźnym głosie, podobnym do ponurego szmeru drzew w dziewiczym lesie syberyjskim, w którym tak romantycznie i burzliwie spędził swoją młodość.
Kiedyś w Petersburgu jechałem tramwajem