Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dziś źle się udało....... Przyszły lecz zatrzymały się zdaleka..... i nie chciały zbliżyć się.
Po chwili wyszedł.
Mój przyjaciel doktór poklepał mię po ramieniu i rzekł:
— Daleko zdrowszą rozrywką jest strzelanie do dzikich kaczek i cietrzewi, niż wzywanie duchów. Lecz uspokój się mały! To nie są czary. Monotonne dźwięki również jak jednostajny ruch są doskonałym środkiem dla zahypnotyzowania... Ale musimy spieszyć się z robieniem nabojów! Rozwiązuj worek ze śrótem Nr. 3.
To było pierwsze moje spotkanie z szamanem — „kołdunem“.
Drugie było w kilkanaście lat później na brzegach Pacyfiku.
Było to na początku mojej naukowej karjery, gdy studjowałem genezę kamiennych węgli Dalekiego Wschodu. Działo się to nad rzeką Tudagou w kraju Usuryjskim.

Rozbiliśmy namioty w dębowym i orzechowym lesie, nic nie podejrzewając, przygotowywaliśmy swój obóz na dłuższy tu pobyt, gdy naraz przybyło do nas dwóch konnych „Oroczonów“[1]. Oznajmili,

  1. Oroczony są to koczownicy, myśliwi z plemienia mongolskiego, które już prawie wymarło.