Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Karaluch natychmiast skrył się w szparze w kredensie, czarownik zaś dostał rubla i odszedł. Nazajutrz mój uczeń powiadomił mnie, iż kucharka zaklina się, że widziała jak naznaczony przez czarownika karaluch obiegł wszystkie skrytki, zebrał wszystkich swoich rodaków w wielki oddział i ruszył z nim w świat z pałacu Leuchtenbergów.
— Czy zabrały ze sobą bagaże i żywność? — spytałem chłopca.
Zaśmiał się wesoło i odrzekł:
— Po lekcji zapytamy o to kucharkę... napewno zapytamy.
Przechodząc w 1920 roku przez Syberję, zdarzyło mi się nocować w jednej wsi. Byłem zmęczony długą konną jazdą i zakurzony od stóp do głowy, przeto z wdzięcznością przyjąłem propozycję gospodarzy, abym się wymył w łaźni.
— Słuchaj-no żono! — odezwał się gospodarz, — gościa samego nie puszczaj do łaźni. Poszlij chłopca po Maksyma, niech z gościem idzie.
— Ja się doskonale obejdę bez pomocy! — żywo zaprotestowałem.
— Nie panie, tak nie można! Może panu coś się złego stać jeżeli pan pójdzie bez naszego czarownika — poważnym głosem rzekł gospodarz.
— Dlaczego? — zapytałem ze zdumieniem.
— A bo to widzicie, panie, w naszej łaźni djabli obrali sobie siedlisko i straszą ludzi — objaś-