Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wezmę pana w obroty! Musi pan być bardzo cierpliwy, uważny i pojętny, bo czasu mamy mało, a do odrobienia — niezliczoną moc! Zostanie pan zwolniony od nauki tylko podczas śniadania, obiadu i kolacji, a resztę czasu poświęcimy na to, co jest najważniejsze teraz i nieodzowne, ponieważ...
Urwała i zamyśliła się przez chwilę poczem, potrząsnąwszy złocistą główkę, zakończyła:
— Nie! Do tego dojdziemy później... A teraz nie przeszkadzajmy cioci, która czyta „Malwinę“ pani Anny Nakwaskiej, i chodźmy do bibljoteki... Tam tak dobrze się gwarzy!
Ujęła go za rękę i pociągnęła za sobą.
W izbie, zastawionej ciężkiemi szafami, pełnemi książek, oświetlonej dużem oknem ze szkieł różnobarwnych i ogniem palącego się kominka, usiedli przy stole; leżały na nim jakieś mapy rozwinięte, kilka książek, papier i ołówek.
Panienka spoważniała nagle i, rzuciwszy badawcze i rzewne zarazem spojrzenie na Lisa, uczyniła na piersi znak krzyża świętego, a później oczy wzniosła na wiszący nad klęcznikiem srebrny krucyfiks.
— Pani się żegna inaczej niż my!... — zauważył kadet.
— Żegnam się po katolicku — odparła. — Proszę powtórzyć to za mną: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego — amen!“ Jeszcze raz! Doskonale! Teraz pan może już modlić się po polsku do Boga — Stwórcy. Napiszę panu jeszcze „Ojcze — nasz“ po polsku i „wieczne odpocznienie“. Będzie pan modlić się od-