Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ułani, jak grot lancy, wbili się w zwarte szeregi okrytych zbroją jeźdźców i parli naprzód, siekąc pałaszami.
Od skrzydeł w znoju pracował młody pułk Gawrońskiego, w bitwie tej otrzymując chrzest bojowy.
Lis, ponury i zrozpaczony, postanowił zginąć, widząc klęskę Ojczyzny.
Wiedział, że dwóch generałów — Krukowiecki i Łubieński rozkazu wodza nie wykonali; rozumiał, że wojska z Olszyny już się wycofały i że nadzieja na zwycięstwo zgasła ostatecznie.
Porucznik bił się w szeregach Kickiego, jako ułan szeregowy.
Przed bitwą zdążył przeciągnąć rzemykiem ranną nogę, z której krew uchodziła, i teraz nie czuł już ani słabości, ani bólu.
Z oczami, pełnemi mrocznych ogni, z twarzą bladą, przepojoną rozpaczą i nienawiścią, rąbał na prawo i na lewo. Oczyścił przed sobą sporo miejsca i posuwał się zwolna naprzód, czekając aż kirasjerzy sami natrą na niego.
Ten i ów niebacznie konia ku niemu popchnął w zgiełku bitwy, lecz ani jeden nie powrócił.
Stalowe kirasy i hełmy nie mogły wstrzymać straszliwych ciosów ułana; w powietrze wylatywały, rozpryśnięte na kawałki długie pałasze rosyjskie; konie padały, uderzone pięścią Lisa pomiędzy uszy.
Moskale spostrzegli wreszcie ponurego, strasznego ułana i cofali się przed nim, zdzierając konie lub uchodząc na bok.