Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nikt z tych spokojnie śpiących, potężnych magnatów nie przeczuwał, jakie postanowienia zrodziły się nad ich głowami, w komnacie polskiego rycerza i polskiej niewiasty.
Przestali być pionkami na szachownicy dziejowej i grę ujęli w swoje dłonie.
Miała to być gra na śmierć i życie...