Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


podczas uczty i zabawy, poważny książę Gotland i uczony Arrenius, starali się wtajemniczyć ją w sprawy Rzeczypospolitej, wytykając błędy króla polskiego i objaśniając istotne zamiary Gustawa Adolfa, który, jak twierdzili cudzoziemscy panowie, afekt serdeczny żywił dla Poloniae illustrissimae amicae virtutis.
Fani Wanda, z senatorskiego się wywodząca domu, gdzie przy stole ojca widziała i słyszała największych statystów polskich, a nawet samego kanclerza Zamojskiego i hetmana Żółkiewskiego, którzy na trony Polski i Moskwy prowadzili Zygmunta III i jego syna Władysława, znała dzieje ojczyzny i sąd o nich miała zgoła męski i trafny.
Dziwili się szczerze mądrości niewiasty dostojni panowie i, kiwając siwemi głowami, mruczeli do siebie:
— Goddam! Gdybyśmy mieli takie kobiety u siebie, inne byłyby losy naszego kraju!...
Widząc, że mają przed sobą białogłowę o rozumie statecznym i głębokim, rozprawiali z nią, jak z równą sobie, pytając o różne rzeczy.
— Ściganie wyznawców nowej wiary kalwińskiej jest rzeczą zdrożną, o pomstę wołającą! — mówił książę Gotland. — Jak myśli dostojna pani?
— Chwalić Boga, mówi psalmista, można na bębnach i piszczałkach. Chwali go wróbel na dachu i srogi tur w kniei. Bogu miła każda wiara... — odparła pani Haraburdzina.
— Święta prawda mówi ustami waćpani! — zawołał książę. — A tymczasem król gnębi i tępi stronników reformacji! To zbrodnia!
— W Polsce nie było stosów, na których palono