Strona:F. Dostojewski - Bracia Karamazow cz-1.djvu/76

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Jaki ty tam chory? jeszcze i dwadzieścia lat pożyjesz z Bożą pomocą. Mało to za ciebie modli się ludzi?
    — Bóg ci zapłać, córko moja.
    — Mam tu i prośbę do ciebie, ojcze, ot niewielką. Przyniosłam sześćdziesiąt kopiejek, daj ty je, ojcze, komu biedniejszemu odemnie. Zaraz sobie pomyślałam. „Najlepiej jemu oddam, on już tam będzie wiedział, kto najpotrzebniejszy.”
    — Bóg ci zapłać za serce twoje, dobra jesteś, miłuję cię, więc i zrobię, jak prosiłaś. A to twoje dzieciątko, chłopiec to? czy dziewczyna?
    — Dziewczyna, ojcze miły, Elżbietka jej na imię.
    — Niech was Bóg błogosławi obie, ciebie i twoją Elżbietkę. Zostańcie z Bogiem, matko. Bądźcie zdrowe wszystkie moje owieczki.
    Pobłogosławił wszystkich i pokłonił się im nizko.





    IV.
    NIEWIERZĄCA DAMA.

    Pani Chachłakow, obywatelka wiejska, która była obecna całemu temu przyjęciu, płakała cicho, ocierając łzy chusteczką. Była to dama światowa, ale przytem bardzo uczuciowa i dobra