Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wystawiwszy długi, zębaty pysk, płynął rzeką, a jego grzebieniasty kark co chwila wynurzał się z wody, wspienionej uderzeniami silnego ogona.
Chłopak wydał głośny okrzyk radości, że widzi na wolności wszystkie tak rzadkie okazy zwierząt.
Ledwie przebrzmiał głos chłopca, gdy obraz raptownie się zmienił.
Z donośnem westchnieniem znikły pod wodą głowy hipopotamów, z hałasem i łomotem tratowanych krzaków rzuciły się do ucieczki spłoszone słonie, dziki bawół, prychnąwszy wściekle, zawrócił na miejscu i jednym susem wpadł w gąszcz, a nawet krokodyl pogrążył się w odmęty rzeczne, i tylko lekka smuga wzburzonej wody świadczyła o tem, że gad płynie pod jej powierzchnią, oddalając się coraz bardziej.
Wkrótce zapadła cisza.
Mąciły ją tylko ryby, z pluskiem wyskakujące z rzeki, gadatliwy skrzek papug, usadawiających się na nocleg i dalekie rechotanie małp.
Herkules powstał z ziemi i z uśmiechem rzekł do Jurka: