Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nad autem, co chwila przelatywały duże, barwne motyle. Podobne były raczej do ptaków lub do ciemno-szafirowych nakrapianych białemi centkami nietoperzy.
Na drodze nie spotykali ani ludzi, ani też wozów.
Tylko z chatek, ukrytych w dżungli, wychodzili i spoglądali na samochód czarni dróżnicy, naprawiający szosę.
Zato coraz częściej spotykali stadka ptactwa.
Rdzawe kuropatwy grzebały w kurzu i leniwie zbiegały do rowu, ujrzawszy nadjeżdżające auto; centkowane, szare perliczki uciekały tuż przed kołami wozu i ciężko podnosiły się na krótkich skrzydłach, przeraźliwie krzycząc.
Jakieś drobne, czupurne kurki tkwiły na stosach kamieni, złożonych na zboczu drogi i zuchwale przyglądały się ludziom.
Jeszcze inne ptaki — jasne z bronzowemi skrzydłami, o długich, czerwonych nogach i żółtych dziobach, całemi gromadami siedziały na drodze, rozpraszając się na wszystkie strony tuż-tuż przed kołami.
— Te ptaki podobne są do naszych dużych kulików — zauważył Jurek, podnosząc na ojca pytający wzrok.