Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jurek co chwila podskakiwał na siedzeniu i wydawał okrzyki zdumienia i zachwytu.
Rozglądając się na wszystkie strony, zasypywał ojca pytaniami.
Okolica, knieja, owady i ptaki, zda się niebo nawet, jakgdyby przetkane złotem, były nowe, cudowne, nigdy nie widziane!
Chłopak czuł się doskonale.
Wypoczął i wyspał się znakomicie, a skwar wcale mu nie dokuczał.
Silny prąd powietrza, prutego przez pędzącą maszynę, przenikał przez lekkie, białe ubranko, a wygodny hełm z wentylatorami osłaniał głowę od szkodliwego działania podrównikowego słońca.
Jurek w każdej chwili spostrzegał ciekawe rzeczy, o których nie miał najmniejszego pojęcia.
Chociażby sama dżungla!
W podręczniku geografji wyczytał, że jest to gęsty, nieraz dziewiczy, nieprzebrnięty las podzwrotnikowy.
To określenie nic nie mówiło!
Teraz dopiero widział dżunglę afrykańską, rozpościerającą się na obie strony od równika.
Jurek nie mógł sobie wyobrazić, żeby można było przedrzeć się przez tak straszliwe haszcze, oplecione lianami i okryte, niby pła-