Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ledwie słońce zaszło, zapadła noc.
Na czarnem niebie paliły się ogromne, jasne gwiazdy.
Pan Waniewski wskazał chłopakowi pewną konstelację i rzekł:
— Tego gwiazdozbioru w Europie nie ujrzysz, mój synku! Jest to „Krzyż Południowy“, którym się kierowali niegdyś wielcy, odważni żeglarze, odkrywający Amerykę... Zapamiętaj go sobie dobrze!
Po lekkim posiłku udali się obaj na spoczynek.
Herkules zgasił lampę w pokoju i, otworzywszy okno, zapalił szyszkę eukaliptusową. Tliła się, wydzielając obfity, wonny dym.
— Moskity, duże pająki, jaszczurki nie lubić eukaliptus, uciekać czemprędzej... Herkules zamykać okno ramą siatkową... mówić „dobranoc“, a mały „mussu“ spać — chrr... chrr!...
Murzyn wybuchnął głośnym śmiechem i jął przyrządzać posłanie dla Jurka, bez przerwy opowiadając o dużych nietoperzach, latających na dworze, o gryzących pająkach i jaszczurkach, które wypuszczają ostry płyn, parzący skórę.
Gadałby tak przez całą noc, lecz pan Bolesław krzyknął z sąsiedniego pokoju:
— Hej, Herkules! Zagadasz mi syna na śmierć, a przecież chłopak powinien się wyspać!