Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


botnika krótkoterminowego, najczęściej nawet dorywczego, zrodziły konkurencję pracy i przyciągnęły zewsząd tłumy poszukujących zarobku.
W Algierze spotkać można na każdym kroku przedstawicieli „lumpen-proletarjatu“ — w mieście, około fabryk, w porcie, na kolei. Ci proletarjusze, przyjąwszy niektóre obyczaje swoich europejskich kolegów, zdeklasowali sami siebie, oderwawszy się na skutek bierności i obojętności do kultu i tradycyj od bractw, sekt, meczetów i społeczeństwa. Nikt już nie przyjmie ich ani do bractwa, zgromadzonego dokoła marabuta w jego „zauja“[1], ani do sekty Aissaua, Heddaua, lub innej, ani włączy ich w poczet domowych niewolników; nawet meskini, ci najwięksi na święcie cynicy, nie uznają ich za godnych wejścia do organizacji żebraczej, dziwacznej a potężnej.
Wytwarza tych zdeklasowanych osobników — „urbanizm“ i najlepszym dowodem tego jest Kazablanka, jedyne pod tym względem miejsce w Marokku, a za nią duże miasta Algierji, szczególnie te właśnie miasta, które dają dużo sposobności do odszczepieństwa społecznego i religijnego.
Spędziwszy kilka dni w Algierze, wyruszyłem na zwiedzenie kraju. Automobilem zrobiłem wielki zygzak, przecinający całą Algierję. Ze stolicy, od brzegu Morza Śródziemnego, przejechałem do Sahary, skąd przez oazę Biskra, Timgad, Batna przejechałem do Konstantyny, a z tego miasta do portu Bône na Morzu Śródziemnem i dalej już do Tunisji.
Dziwne i niezapomniane wspomnienie pozostawił po sobie Algier nocny, Algier, zalany niebieskawem światłem elektrycznem pod nisko zwisającym namiotem nieba ciemnego, prawie czarnego, z połyskującemi na niem bliskiemi, lecz zagadkowemi gwiazdami.

Ulice, biegnące śród wysokich, pięknych gmachów francuskiej dzielnicy, nie śpią nigdy. Tłumy ludzi suną chodnikami, turkoczą koła tramwajów, ryczą i bły-

  1. Meczet — kaplica.