Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sami. Tu mnie zastał wieczór, i już w ciemności jechałem dalej. Dopiero koło dziesiątej zaczęły się małe budynki, stojące śród ogrodów i sadów. Narazie stały osobno, później wyciągnęły się w jedną ulicę, z równolegle położonym plantem kolejowym. Przedmieście przeszło w miasto, o bogatych kamienicach, bulwarach i parkach, z rzęsiście oświetlonemi kawiarniami i restauracjami, z migocącemi lampkami szyldów teatralnych i kinowych, z turkoczącemi tramwajami i z ożywionym tłumem europejskim.
Był to już Tunis, duże miasto francuskie, liczące około 200 tysięcy mieszkańców, z których połowę stanowią Francuzi, Włosi, Hiszpanie, Maltańczycy i Żydzi, resztę Arabowie i Berberowie.
Samochód mój stanął przed hotelem.