Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



ROZDZIAŁ VII.
BRZEGIEM MORZA ŚRÓDZIEMNEGO.

Dwieście dwadzieścia kilometrów oddziela Konstantynę od Morza Śródziemnego. Cała ta przestrzeń była niegdyś terenem działalności rzymskich administratorów i legjonów. Ślady kolonizacji rzymskiej spotykają się tu na każdym kroku. Na prawo i lewo od drogi żelaznej, lub szosowej, w wąwozach śród niewysokich, kopulastych gór; na równinach, pokrytych pastwiskami lub uprawnemi polami, — wszędzie wyczuć się daje ręka starożytnego, cywilizowanego narodu, usiłująca przyłączyć ten spalony przez słońce kraj do wielkiej areny, gdzie walczył z naturą o dobrobyt, kulturę i efemeryczne szczęście człowiek cywilizowany.
Przejeżdżając Hammam Meskutin, zwiedzam słynne z czasów rzymskich Aquae Tibilitanae — potężne źródło żelazo-wapienno-węglowe, tłumnie uczęszczane przez Europejczyków, tubylców i Żydów, a widzialne zdaleka, bo nad niem ciągle unoszą się słupy pary. Źródło to jest wyjątkowo gorące, ponieważ temperatura jego dochodzi prawie do 96 stopni Celsjusza. W niektórych miejscach woda, wydzielając nadmiar soli wapiennych, tworzy kolumnady stalaktyków, fantastyczne gzymsy, kopuły, ostre igły i obszerne, gładkie tarasy.
Tu znaleziono cały szereg starych zabytków przeszłości; posąg matrony rzymskiej, domową kaplicę jednej z najbardziej potężnych rodzin rzymskich, płaskorzeźbę, przedstawiającą Herkulesa, walczącego ze lwem.