Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W malowniczej, lesistej miejscowości, niedaleko brzegów rzeki Bu-Merzug, rzucają się w oczy olbrzymie arkady rzymskie, które podtrzymywały niegdyś słynny akwedukt, sprowadzający wodę do miasta z górskiego źródła, położonego o 35 kilometrów na północ od Konstantyny.
Ciepła, różowo-szara barwa arkad, pilastrów i gzymsów, pokrytych nieuchwytną patyną minionych wieków, tonie w morzu zieloności, wznosząc się jak olbrzymi pomnik dawnych mocarzy, walczących z barbarzyństwem ludów i z niegościnnością i surowością ziemi.
Dokoła Konstantyny, w różnych miejscach pozostają te ślady rzymskie i umierają powoli, w chwili swego przez wieki trwającego zgonu zapalając wyobraźnię ludzką i przepełniając współczesnych szacunkiem dla wielkiej idei Rzymu.
Tu i owdzie rozrzucone są źródła ciepłe i mineralne, znane i używane przez starożytnych Rzymian.
W miejscowości Rhar Ez Zemma oglądałem głębokie groty, na których pozostały napisy, składające się z kilku liter, a z nich uczeni odczytali wyraz: „Giddabae deo Augusto sacrum“, co znaczy — „Świątynia boga Giddaby“, — boga góry Giddaba, słynnej z wielkiej ilości drapieżnych ptaków.
W Konstantynie miałem przewodnika, poleconego mi przez administrację hotelową. Był to wysoki, otyły, barczysty Berber; nie podobał mi się narazie, bo twarz miał bezczelną i brutalną. Jednak, zwiedzając miasto z nim w ciągu paru dni, zupełnie przypadkowo znalazłem drogę do serca tego człowieka. Chociaż w swoim notatniku mam zapisane jego imię i nazwisko, nie chcę go nazywać, ponieważ nie wiem, czy chciałby, aby wiedziano o jego przeżyciach.
Błąkając się z nim po mieście, zapragnąłem napić się kawy i poprosiłem, aby zaprowadził mnie do kawiarni. Nazwał mi jakąś europejską cukiernię, lecz zaprotestowałem, chcąc zwiedzić kawiarnię „maury-