Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Moje szklane oko pomogło! — zaśmiał się Powała.
— Czarownik z was! — zawołał Rokicki.
— Do usług, panie kapitanie! — odparł, salutując, krotochwilny oficer.