Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wesoło odcinał się Tadeusz. — Ich wielcy książęta, Kiejstut i Gedymin, zawsze na bosaka chodzili. Taki to był u nich zwyczaj!
17 października 1920 r. pułk, w którym walczył Tadeusz Oprych, miał potyczkę z Litwinami pod Skierabołą.
Ochotnicy raźno szli do ataku, rzadko nawet kładąc się na ziemię, aby się ukryć przed salwami litewsko-moskiewskiemi.
— Hej, wy tam „ne suprantu!“ — krzyczała młodzież polska. — A nie wstyd to wam z Moskalami przeciwko Polsce walczyć? Co powiedzieliby na to stary Jagiełło i książę Witold? Pewno kości ich przewracają się w grobie, widząc, na jakich zdrajców wykierowała was, Litwinów, Moskwa. Nic już wam wasze „ne suprantu“ nie pomoże, w piekle gorzeć będziecie!
Po takich szermierkach językowych rozpoczynał się nowy atak, jeszcze bardziej zaciekły i porywczy.
Litwini cofali się i wkrótce bitwa na bagnety szalała w gęstych zaroślach.
Tadeusz Oprych, mocno utykając na ranioną nogę, wpadł w jakieś haszcze, gdzie przebił bagnetem zaczajonego tam Litwina, a później spostrzegł innego, który, oparłszy lufę karabinu o krzak, celował do przebiegającego przez polanę oficera.