Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Boga — człowieka przed przyjściem Tego, który nie głosił wiedzy i dumy, potęgi i krzywdy, lecz niósł miłość i przebaczenie.
Nie wiem tego, lecz czuję, że gdybym spotkał nagle egipskiego Ra-Ammona — rozpiąłbym nad sobą parasol i zacząłbym wypytywać boga o sztukę zapładniania Nilu; ujrzawszy Jowisza, stanąłbym w pobliżu piorunochronu i przyglądałbym się kochankowi Ledy z ciekawością; na widok naszego pijanego od ognia Peruna — na wszelki wypadek dałbym sygnał do straży ogniowej; przy widzeniu się z Buddą, klepnąłbym mędrca z Sakya po opasłym brzuszku i uśmiechnąłbym się chytrze, bo coś-niecoś z jego przeszłości doszło do mego słuchu.
Gdy zaś patrzę na „Ghazel biraket” w noc narodzin Jezusa z Nazarei, dusza moja się korzy przed jasnością Jego prawdy, a później miota się w męce i rozpaczy, a na myśl o ludzkości, która przetrawiła tę prawdę bez śladu, niby przywieziony z nieznanej krainy owoc wonny i ożywczy, woła do Boga:
— Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią!
Przysięgam, że słów tych nie stosuję ani do przyjaciół „od serca”, ani nawet do swoich krytyków!
Albowiem moje serce przepełnia bezmierna miłość i przebaczenie, jek wtedy, gdy odwiedziłem Juljusza Verne, chociaż dziś jestem trzeźwy, zupełnie trzeźwy...