Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.





Przebiegłem dżunglę afrykańską, spędziłem dużo czasu z różnemi szczepami murzyńskiemi, zaglądałem do ich dusz, starałem się poznać je, a dlatego musiałem stanąć w obliczu ich bogów.
Nie łatwe to zadanie!
Olimp murzyński tak się rozrósł obecnie, że ogarnąć go w jednem miejscu i jednym rzutem oka nikomu się nie uda.
Resztki kultu chrześcijańskiego, mitologja rzymska, fenicka i syryjska, trójca egipska, pierwotne kulty naturalne — wszystko się pomieszało tak samo, jak się pomieszały, pokrzyżowały ze sobą różnorodne szczepy, a do ich żył wlała się później krew najeźdźców różnych ras.
Współczesny kult murzynów jest metysem tak, jak metysami są sami murzyni.
Zmuszony więc byłem szukać śladów pierwotnego kultu, tego „naturyzmu”, który pozostał z dawnych czasów, gdy przybysze z innych kontynentów nie wywierali jeszcze wpływu na murzyńską ludność Afryki.
Na szczęście, można jeszcze odszukać te resztki, już zacierające się, niby ślady karawany na pustyni.
Szczepy, noszące nazwę „Synów Ziemi”, a więc najstarsze i najczystsze, najbardziej zbliżone do negroidów-pigmejów, zamieszkują lasy, zbiegające ku brzegom Atlantyku. Są to Yola, Baga, Lobi, Bata, Aszanti i inne.
Oficjalnie rządzą niemi potomkowie dawnych rodzin królewskich, nieoficjalnie — „ludzie z góry”, lub „czyniący w cieniu”, a więc — czarownicy.
W tem pierwotnem społeczeństwie murzynskiem, które już się zaczyna łączyć z metysowanemi szczepami, szukałem sędziwych, zmurszałych bogów „Synów Ziemi”.