Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łem dobrnął, a skąd odsłania się cudowna panorama grzbietów górskich, ciemnych lasów modrzewiowych, lazurowych plam jezior i połyskujących wstęg rzek i potoków. Co do ofiar, to prawda, że mieliśmy mało rzeczy, zdatnych do ofiarowania potężnym bogom, zmyślonym przez Asangę i Padmę, lecz włosów w grzywach naszych wierzchowców starczyło na całą podróż!
A byli ci straszliwi bogowie i demony gór i rzek bardzo litościwi dla nas!
Nawet w straszliwem miejscu, które nosi nazwę „13 obo”, to jest tam, gdzie grzbiety Ułan-Tajga, Tannu-Ołu i Darchat-Uła spotykają się, tworząc węzeł górski, pokryty prawie wiecznemi śniegami i zawsze tonący w obłokach i chmurach. 13 rzek spływa z tych szczytów, i w pobliżu ich źródeł bogobojni lamowie wznieśli „obo” na pożytek tych śmiałków i szaleńców, którzy chcieliby powtórzyć los jednego z nojonów sojockich, co odważył się przejść przez te góry.
Ów książę-nojon ze swoimi dworzanami zbłądził i żeby nie nakładać drogi, postanowił przejść przez ten górski węzeł, gdzie stale wre walka pomiędzy trzema demonami trzech grzbietów górskich. Napróżno przyboczny kapelan — uczony gelong — upominał księcia, nojon uparł się i popędził konia. Gdy orszak zbliżył się do szczytu, książy spostrzegł na śniegu zupełnie zmarzniętego starca, który drżał na całem ciele, szczękał zębami i jęczał.
Nojon zbliżył się do niego, a starzec zaczął błagać, aby wziął go z sobą i oddał mu jednego ze swych zapasowych koni, idących luzem. Lecz nojon odmówił i odjechał. Po chwili zerwał się wiatr, podniosła się śnieżyca i zasłoniła horyzont. W białych słupach, płachtach i potokach śniegu, mknącego w powietrzu, nojon i jego towarzysze spostrzegli starca. Szybował na olbrzymich białych skrzydłach, a miał złe, pałające oczy... Nikt nie przeszedł wtedy przez „13 obo”, a kości nojona i jego świty leżą gdzieś w wąwozie w pobliżu straszliwego szczytu.
Tymczasem my musieliśmy przejść właśnie tam. Musieliśmy dlatego, że inne przejścia przez Tannu-Ołu były już zajęte przez czerwonych partyzantów, którzy tu wtargnęli lub przez Chińczyków,