Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wchodź! — rozkazała cyganka, gdy Pablo uwiązał do parkanu swego muła.
Znaleźli się w małem „patio“, otoczonem z trzech stron białemi ścianami, a z czwartej — malutkim ogródkiem z pnącem się winem i czerwonemi „conchillos”.
Wkrótce z głębi domu wyszła cyganka — wysmukła i dumna. W czarnych, namaszczonych oliwą włosach z lokiem, zakręconym na czole, miała gałązkę róży i jeszcze jakieś kwiaty; suknia jaskrawo zielona w białe arabeski uwydatniała silną i zgrabną postać kobiety.
Wyszła z dzbanem na biodrze i zatrzymała się, patrząc badawczo na Bienwenidę...
— To ten? — spytała po chwili, — czyś się nie omyliła, Ritano?...
— Ten sam! Widziałam przecież amulet, — odparła cyganka...
— Pokaż! — zawołała hitana.
Pablo wyciągnął sznurek z krzyżem i amuletem i podał go cygance.
Długo trwało oglądanie, narady i szepty kobiet.
— Jestem Golondrina Bailaora, hitana i wróżka. Patrzę w przeszłość i przyszłość, — rzekła surowym głosem hitana, właścicielka domu. — Posiadasz wielki skarb. Siadaj i słuchaj, młody człowieku! Ritano, przynieś tu wina i migdałów, a później odejdź, gdyż mam z nim do pomówienia.
Po chwili, popijąc zimny xeres, Bienwenida siedział z cyganką w zacienionym ogródku i słuchał, a z każdą chwilą jego niepokój, że się spóźni na obiad, do kościoła i na ślub pryskał, aż młodzieniec zapomniał o Rodrigo, matce i nawet o pięknych dziewczynach, dla których miał ułożone nowe, a bardzo ładne piosenki.

II.

Długo szeptała, oparłszy się łokciami o stół Golondrina i opowiadała Bienwenidzie historję arabskiego talizmanu, aż wreszcie zakończyła tak:
— Maurytański król Az-Zaghal, zrozumiawszy, że nie zdoła oprzeć się naszemu królowi w Alhambrze i będzie zmuszony przebijać