Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się wskutek jakiegoś niezwykłego hałasu: huczał basowy, przepity głos mego kucharza, rozlegał się melodyjny, drażniący śmiech kobiety, głośne mlaskanie pocałunków, brzęk szklanek...
— Co u djabła?! — pomyślałem. — Tego jeszcze brakowało.
Głośno chrząknąłem i zawołałem kucharza. Wszystko ucichło odrazu. Po chwili wszedł Momon w nocnym, nader lekkim stroju.
— Co tam za hece wyprawiasz? — zapytałem surowym głosem.
— Chi-chi-chi, mussu! — zaczął się śmiać muszyn. — Tam u mnie siedzi Kasigane. Mussu Milamedi posłał po czarownika i chce, żeby ten trucizną wypróbował wierność Kasigane! Chi-chi-chi!
— Pocóż ona do ciebie przyszła? — dopytywałem zaciekawiony.
— Bo jestem też czarownikiem — szepnął. — Kasigane prosi, abym dał jej odtrutkę na truciznę tamtego czarownika...
— No i cóż — dasz?
— Taka piękna, taka młoda, taka potulna, taka...
— Dobrze już! dość tego! Dasz czy nie?
— Dam, mussu... chi! chi! chi!... — kiwał głową, śmiejąc się, stary wyga.
— Idź już i żeby mi żadnych hałasów nie było — słyszysz! — rozkazałem, myśląc jednocześnie o tem, że z tym Momonem trzeba być ostrożnie. Zna odtrutki, to może znać i trutki.
Nazajutrz rano czarownik, hojnie zapłacony przez Milamediego, dał pięknej a płochej Kasigane trującego napoju „Teli”, oznajmiając jej, że jeżeli była wierna, — nic się z nią nie stanie, jeżeli zbłądziła, — dusza jej usiądzie na gałęziach drzewa przodków.
Kasigane wychyliła duszkiem kubek z trucizną z takim samym ferworem, z jakim Momon spijał moje wino i konjak, a po chwili z figlarną minką niewinności włożyła sobie coś brunatnego do ust.
— Co to jest? — spytał zaniepokojony i podniecony Milamedi.
— Czekoladka! — odparła naiwnie. — Znalazłam ją na ladzie.
Trucizna nie podziałała, bo Kasigane była... niewinna.
Milamedi był uszczęśliwiony nad wyraz. Właśnie musiał tegoż dnia jechać do dalekich wiosek po kauczuk i odjeżdżał spokojny.
Po paru dniach opuściłem Tuge, a że Milamedi jeszcze nie powrócił, pozostawiłem mu upominek — piękne rogi antylopy-koby.