Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


słońce? Wynajdę ślady i wyjdziemy razem na ścieżkę wojowników szczepu białej niewiasty.
Panienka, trochę starsza od „Ducha Puszczy”, ochłonęła z przerażenia i, wskazując przed siebie, odparła:
— Mieszkam w Rolnikach u państwa Marchlewskich. Przyjechałam do nich na Boże Narodzenie. Jestem kuzynką Julci...
„Duch Puszczy” już wiedział, co ma robić.
Odnalazł na szosie ślady bucików panienki, która chodziła po opłatki do księdza proboszcza, i doprowadził ją do skrętu drogi, biegnącej do Rolników.
— Zostanę tu, aż biała niewiasta dojdzie do wigwamu i uczyni mi znaki — rzekł „Duch Puszczy” na pożegnanie.
Stał oparty na wiernym karabinie i czekał, patrząc na dymy, podnoszące się nad wigwamem sąsiadów.
Gdy „Duch Puszczy” ujrzał uratowaną przez siebie panienkę, powiewającą mu z ganku chusteczką, zwyczajem szlachetnych Indjan, podniósł rękę na znak pożegnania i powrócił do domu.
Nic nie mówił rodzicom i Maniusi, gdyż „Duch Puszczy” nie lubił przechwałek.
W cieniu i milczeniu czynił dobro słabym i skrzywdzonym.
Swoją przygodą podzielił się tylko z Unkasem, pisząc mu do Tarnowa:
— Bracie i przyjacielu Unkasie, dostojny wodzu Mohikanów i Delawarów Czerwonej Rzeki! Donoszę ci, że pozostaję wiernym naszej przysiędze być tarczą dla uciśnionych i strzałą dla ciemiężycieli. Dziś rano miałem spotkanie z wodzem tchórzliwych Majczosów z prerji Alabama — „Skradającym się Jaguarem”; z zasadzki napadł tchórz i zdrajca na bezbronną niewiastę z przyjaznego szczepu. Na odgłos mego bojowego okrzyku i na widok połyskującej stalowej lufy mego karabinu wróg pokazał pięty i znikł w gęstwinie puszczy. Nie mogłem go ścigać, gdyż byłem zmuszony odnaleźć wigwam niewiasty i wyprowadzić ją na ścieżkę, kierującą się ku jej domowemu ognisku. Na rękojeści twego noża, waleczny Unkasie, bieleje nowe nacięcie — znak odniesionego zwycięstwa.