Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.





Na reszcie!...
Bolek wyleciał z klasy do korytarza, jak bomba.
Ułamki, historja z geografją, gramatyka, wieszcze — wszystko minęło i mogło spać teraz aż do Trzech Króli...
— Ale to jeszcze nie prędko! — pomyślał Bolek i westchnął z ulgą.
Wiedział, że przed stancją, gdzie mieszkał, stoją już sanki, zaprzężone w „Bułankę” i „Hrabinę”, a pucołowaty stangret, Wojciech, wygląda panicza.
Bolek wpakował do tornistra książki, album z markami i nigdy nie opuszczający go krótki i szeroki nóż, jakiego używają Delawarowie w puszczach amerykańskich. Prawda, że nóż był sfabrykowany z drzewa, lecz, pięknie pomalowany i posrebrzony, wyglądał jak najprawdziwsza maczeta delawarska.
Ho! Ho! A jakie skalpy, talizmany i oznaki wielkiego wodza i wojownika były przyczepione do rękojeści!
Nic dziwnego, bo ten nóż należał niegdyś do Unkasa, ostatniego wodza szlachetnych Mohikanów. Teraz Unkasa — Krzystka Chomickiego — podziwiało gimnazjum w Tarnowie, lecz nóż pozostał u „białego brata” — Ducha Puszczy — Bolka Wierzyńskiego z gimnazjum warszawskiego.
Ha, trudno!
Losy nieraz rozłączają najdzielniejszych wojowników.
W gimnazjum było wielu sławnych wodzów różnych szczepów.
Siuksom przewodził „Czarny Sęp”, Irokezom — „Przebiegły Lis”, Wugosom — „Lwia Grzywa”, lecz Bolek — „Duch Puszczy” nie przyjaźnił się z nikim.