Strona:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Granowski wstał i, uścisnąwszy nam ręce, skierował się ku wyjściu.
Tu zatrzymał się przy Budrysie i coś mu powiedział, poczem rudy olbrzym gwałtownie targnął głową i odparł prawie brutalnie:
— Nie rozumiem, jak to prokurator dopuszcza, aby były więzień polityczny odwiedzał buntowników, odsiadujących karę?! Zbytnia łaska! Gdybym ja...
Nie słyszeliśmy końca zdania, bo dozorcy wyprowadzili nas z sali, lecz Kazio Srokowski szepnął do nas:
— Z pewnością powiedział Budrysowi na pożegnanie: „Panie Budrewicz jest pan uczciwym człowiekiem, ale gracz z pana — nielada!”