Strona:F. A. Ossendowski - W ludzkiej i leśnej kniei.djvu/69

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    ROZDZIAŁ VI.
    DRAMAT STEPOWY.

    Nie przeczuwaliśmy, podejmowani przez Spirina, że jesteśmy w rodzinie, na którą miało w dwa dni później spaść wielkie nieszczęście.
    Profesor w parę dni po powrocie od Tatara posłał mię w step na rekonesans dla pewnych prac geologicznych. Szukałem takich pokładów, które mogłyby być źródłem siarczanu magnezji w wodzie Szira. Zapuszczałem się w wąwozy, wyryte przez potoki wiosenne, oglądałem urwiste brzegi wyschłych rzek stepowych, gdy nagle spostrzegłem duże stado kruków i kilka wielkich sępów, krążących nad jednem miejscem. Domyśliłem się, że leży tam trup zdechłego konia lub wołu, ale, gdy wchodząc na niewysoki pagórek, spojrzałem w tą stronę, wydało mi się, że ujrzałem leżącego w trawie człowieka.
    Poszedłem na miejsce wypadku i aż serce przestało mi bić w piersiach, gdy poznałem w leżących w trawie dwóch trupach, znanych mi już śmiałych i wspaniałych jeźdźców: Machmeta, syna Spirina, i jego robotnika, tęgiego Alima. Leżeli z twarzami, zeszpeconemi uderzeniami siekiery i z rozstrzaskanemi głowami. Żadnych śladów walki naokoło nie zauważyłem.
    Towarzyszący mi Hak zbadał zabitych bardzo starannie i z powagą i znajomością rzeczy zaopinjował:
    — Głowy Tatarów strzaskano obuchem topora, a później zadano cios w twarz. To już uczyniono dla znęcania się nad zabitymi...
    Zawiadomiliśmy policjanta i starego Spirina o straszliwym wypadku. Śledztwo potoczyło się szybko, gdyż