Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przemywamy oko i nos, lecz słabe to i delikatne stworzonko, a jutro idziemy dalej i będziemy szli aż pięć dni, nim dojdziemy do Dingiray, gdzie damy sobie krótki wypoczynek. Nie mogę więc przepowiedzieć losu „Kaśki“. Czy dojedzie do cieplejszych miejscowości niż Futa-Dżalon, gdzie nad rankiem mamy nieraz zaledwie +8° C, czy pozostanie tu? Moja żona wczoraj gorzko płakała nad koszykiem ze swoją ulubienicą.
Wśród naszej menażerji istna rewolucja! Papuga-matka dwukrotnie uciekała z klatki, pozostawiając nam podrzutki — swoje pisklęta, które potrochu zaczynają jeść z ręki, chociaż są jeszcze zaledwie widzialnym puszkiem okryte. Gdy uciekinierkę przyniesiono zpowrotem, ugryzła mnie w palec do krwi; lecz nic to nie pomogło i zmuszamy ją do pełnienia macierzyńskich obowiązków.
Młoda małpka Papio zawzięcie walczy z mymi pomocnikami, gdy ci dają jej z rąk banany i orzechy, lecz musi się do nas przyzwyczaić. Tymczasem złe to jest, niesforne i do koczkodana nastroszonego podobne.
Ładnie będziemy wyglądali, jeżeli w dalszej drodze zdobędziemy młodą panterę, młodego słonia, młodego lwa, młodego krokodyla i młodego hipopotama, a moja żona zmusi nas do wiezienia tego z nami! Chyba zjedzą nas z bagażami ci nowi nasi towarzysze podróży?!
Postanowiłem więcej na małpy nie polować, gdyż widziałem straszne sceny, gdy zniesiono zabite i ranne