Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pierwsza nasza wyprawa przez dżunglę w celach polowania w obwodzie Forékariah, niedaleko granicy angielskiej Sierra-Leone, nie była pomyślną, lecz zato bardzo pouczającą pod wielu względami i — dobrym treningiem.
Upakowawszy więc w futerały nasze karabiny na poważną zwierzynę, której jeszcze w „brousse“ znaleźć w ciągu dwóch tygodni nie można, wzięliśmy za dubeltówki i za mały karabinek Winchester kaliber 22.
Zdobyliśmy kilka gołębi dzikich, małą różową turkawkę, jaką spotykałem w ubiegłym roku podczas mojej podróży po północnej Afryce, szczególnie zaś w Maroku; dużego ceglastego gołębia, kilka drobnych ptaszków, drapieżną mangustę o bardzo ładnem, prawie czarnem futrze i długim ogonie; zdobyliśmy młodego szympansa-samkę, która już się oswoiła i, prawdopodobnie, odbywszy z nami całą podróż, triumfalnie wjedzie potem do pałacu małp w polskim ogrodzie zoologicznym. Moja żona nazywa naszą nową przyjaciółkę „Kaśką“, a panna szympansówna już zna swoje imię i „rozmawia“ z nami bardzo mile i chętnie.
Jednak tego wszystkiego dla mnie za mało! Chcę wrażeń nowych, jeszcze nieznanych!
Strzelać umiem, mam dobre angielskie dubeltówki, więc gołębie, kuropatwy, sępy nie wymkną mi się. W Azji strzelałem tygrysy, niedźwiedzie, rysie, barsy, jelenie, argali, kabargi, mongolskie antylopy (gazella gutturosa), wilki i ptactwa wszelkiego bezliku — w lasach, na stepach i na błotach, więc chcę wypuścić