Strona:F. A. Ossendowski - Płomienna północ.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Mistycyzm krwi, wiara dla wiary. Rozumiałem wielką różnicę, zachodzącą pomiędzy mistycyzmem muzułmańskim, a mistycyzmem Azji buddyjskiej. Tu — płomień i poryw nieobliczalny, tam — praktyczny rytuał, zimna lub skuta przesądami myśl.
Raz tylko w Azji widziałem prawdziwy, chociaż tragiczny mistycyzm, pełen głębokiej poezji. Była to samotna modlitwa ślepego Żywego Buddhy przed posągami Buddhy z bronzu. Ale to — wyjątek! Pozatem — praktyka klerykalna lub polityka, ta „nierządnica Babylonu“, oraz mrok duszy ludu.
Gdy patrzyłem na tego wędrownego proroka i kapłana, tak gorąco i podniecająco przemawiającego tuż pod murami Udżdy, gdzie taki mówca mógł wzniecić pożar powstania, z obawą spojrzałem na pułkownika Pariel: Uśmiechnął się spokojnie i rzekł:
— To była modlitwa i wzywanie do cnotliwego życia.
Nagle Arab przerwał swoją mowę i krzyknął przeraźliwym głosem, targając i wichrząc na sobie włosy:
— Zkara! Zkara! Zkara!
Zasłuchani, modlący się, skupieni Arabowie nagle oprzytomnieli i zaczęli oglądać się, widocznie kogoś szukając. Spostrzegliśmy trzech ludzi, szybko oddalających się w stronę bramy. Kilku stojących obok nas młodych tubylców porwało się w zamiarze pościgu, lecz pułkownik rzucił im kilka słów swym spokojnym głosem, a mówca, dopiero wtedy ujrzawszy konsula, zrobił w jego stronę znak „salamu“ i natychmiast rozpoczął nową improwizację. Wszystko się naraz uciszyło i ustał pomruk tłumu. Prorok zaczął zbierać do plecionego trzcinowego koszyczka datki.
Poco pieniądze temu żebrakowi w łachmanach, przepasanych powrozem? — pytałem siebie. Poco te centymy i franki temu ptakowi, co nie sieje i plonu nie zbiera, a istnieje imieniem Bożem — pożerany niegasnącym płomieniem w sercu i w mowie?