Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mówiłem?! Klub „wiecznych wdów“ z czasem musi być rozwiązany! Cha! cha-cha!
Nie tracąc wątku myśli, lady Rozalja tymże tonem ciągnęła dalej:
— ...lecz Elza spotkała na swej drodze pewnego człowieka, któremu ofiarowała serce i wiernie czeka na powrót wybranego...
Lady Steward-Foldew przy tych słowach westchnęła głęboko.
Pitt Hardful długo milczał, nie wiedząc, jak dalej poprowadzić rozmowę. Nareszcie niby od niechcenia zapytał:
— Dlaczego ten człowiek nie powraca do mrs. Tornwalsen? Czy nie kocha jej?
— Mój drogi panie Roy-Douvergne! Nie kochać Elzy? — oburzyła się lady Rozalja.
— Więc dlaczegoż nie powraca ten gentleman? — rzucił pytanie Pitt Hardful, z ciekawością patrząc w sędziwe oblicze sąsiadki.
Lady Steward-Foldew jednak długo milczała.
Gdy podniosła na kapitana blade, łagodne oczy, Pitt zauważył w nich rozrzewnienie i błyski wesołości.
Potrząsnęła siwą głową i wypaliła:
— Dlaczego? Dlatego, że ów gentleman jest głupi!
Pitt Hardful mimowoli parsknął głośnym śmiechem, a lady Rozalja wtórowała mu.
Śmiali się oboje długo, spoglądając na siebie przyjaźnie, aż kapitan zadał nowe pytanie, jak mu się wydało zupełnie zrozumiałe i nieobraźliwe:
— Proszę pani! Przychodzi mi na myśl, że może ten gentleman, który, podług przekonania szanownej pani, nie może nie kochać mrs. Tornwalsen, nie zjawia