Strona:F. A. Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1930).djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W godzinę później osada opustoszała i wydawała się niezaludnioną. Ludność, podzieliwszy się na oddziały, poszła w góry i zapadła w krzaki, lasy i głębokie wąwozy, otaczające dolinę Tinza-ho, do której dążyły z różżnych stron wojska rosyjskie i chińskie, pewne zwycięstwa i łupu.
Gdy pierwszy oddziałek kozaków, pod dowództwem jakiegoś starszego oficera, zjawił się przy wejściu do doliny, z krzaków wyszedł krępy, siwy człowiek i, uchyliwszy czapki, zwrócił się do oficera z zapytaniem, co sprowadza tu uzbrojonych żołnierzy.
— Z rozkazu jego ekscelencji generał-gubernatora Wschodniej Syberji, mamy rozkaz obsadzić wojskiem osadę, która się tu znajduje, i czekać dalszych rozkazów władz.
— Jakiem prawem? — zapytał siwy człowiek.
— Prawem szabli! — huknął na niego oficer kozacki.
Nieznajomy uśmiechnął się i rzekł spokojnym głosem:
— To nie prawo, lecz gwałt! Muszę panu przypomnieć, że ta ziemia należy do narodu chińskiego i Rosjanie nie mogą rościć do niej żadnych praw!
— Chłopcy! — krzyknął oficer. — Poczęstujcie tego dyplomatę nahajem, po naszemu, po kozacku!