Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie mógł jednak zatrzymać się na czemś określonem i pracować już w tym wyłącznie kierunku.
Różne myśli świtały w młodej, kędzierzawej głowie czarnoskórego młodzieńca i różne plany zaprzątały myśl jego.
Pewnego razu po kolacji kierownicy spółki omawiali w hotelu sprawy coraz bardziej rozszerzającej się otwieralni ostryg.
Llo uderzył nagle pięścią w stół i mruknął frasobliwie:
— Mam poważne kłopoty z naszym składem pustych muszel. Wywoziłem je na wskazane przez magistrat miejsce, dwa razy udało mi się wynająć za tanie pieniądze dwie łodzie rybackie, naładować je odpadkami naszego przedsiębiorstwa i wrzucić je do morza. Teraz jednak władze zakazały składania muszel na brzegu, a również zanieczyszczania morza, wydając zarządzenie, aby odpadki były odwożone daleko od brzegu i wrzucane do otwartego oceanu. Będę zmuszony wynajmować holownik z krypą,[1] a to strasznie kosztowne! Tymczasem skład mam wypchany skorupami pod sam strop, bo ilość ich zwiększa się codziennie!

Po tem to pełnem troski przemówieniu Llo

  1. Duża „berlinka“ — drewniany statek do ładowania towarów, ciągniony przez parowy holownik.