Strona:F. A. Ossendowski - Miljoner „Y“.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żywił wdzięczność dla wszystkich tych czarnych kobiet i mężczyzn z Rugary zato, że przygarnęli go, jakgdyby był ich własnym synem, że uśmiechali się doń i dzielili wszystkiem, co posiadali.
Radował się, gdy roziskrzone słońce przebiegało niebieską kopułę nieba, a potem, gdy z dżungli wypełzały siwe opary, złotem i purpurą skrapiało korony palm i pokraczne, wygięte konary baobabów.[1]
Cieszył się na widok obłoków, przybierających kształty olbrzymów i nieznanych potworów o cielskach, ciągnących się poprzez pół nieba. Skakał i klaskał w dłonie, kąpiąc się w potoku, wpadającym do Nigru.
Śmiał się radośnie, gdy z ciemnych chmur wylewały się, do długich włosów podobne, strugi ciepłego deszczu.
Zrozumiał był rychło, że może utracić radosny nastrój i poczucie szczęśliwości, jeżeli innym sprawi cierpienie, lub przykrość. Dlatego też nie kłócił się i nie wymachiwał pięściami, nie psocił, nie kradł kurcząt, tytoniu i cukru, jak to czyniły nieraz inne dzieci.

Był wdzięczny ludziom i jeszcze komuś.

  1. Baobab — jedno z największych drzew, rozpowszechnione w Afryce.