Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
190
F. ANTONI OSSENDOWSKI


W Berlinie Scheideman, Noske, Ledebour z innymi ugodowcami zamierzali spotkać się z wodzem rosyjskiego proletarjatu. Posłyszawszy o tem, Lenin zerwał się z miejsca i krzyknął do swoich towarzyszy:
— Powiedźcie tym zdrajcom, że, jeżeli chcą, abym ich spoliczkował, niech wchodzą...
Stał, blady i wściekły.
Nikt z niemieckich socjalistów nie zaryzykował stanąć przed małym człowiekiem o szerokich barach i przenikliwych oczach mongolskich.
W pobliżu granicy rosyjskiej, ktoś zauważył:
— Teraz dopiero zaczną nas obrzucać obelgami i oskarżać o zamiar szpiegostwa i zdrady Rosji! Zacznie się taniec wiedźm na Łysej Górze! Brr...
Lenin spojrzał na mówiącego obojętnie i mruknął:
— Pluję na to! Idę do swego celu. Droga przez Niemcy była najkrótsza z tych, które prowadzą do niego.
Wzruszył ramionami i zaczął nucić francuską piosenkę kabaretową:

„Tu ne sais rien, mon gâ...“