Przejdź do zawartości

Strona:Ernest Buława - Poezye studenta - tom I.pdf/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Próżno za słońcem wyciągać ramiona
Bóg znaczy skrzydłom koleje! —
I gwiazda czołem nie błyśnie z chmur łona;
Śpi słońce — czyż śpią nadzieje? —

Już senne słońce z czarnego chmur łona,
Po raz ostatni kryjąc się, błysnęło,
Do jutra! mówi twarz jego skrwawiona —
Oczom człowieczym zniknęło —
A on umilknął i dalej swą drogą
Po skał odłamach piął się drżącą nogą,
Do kola lasy coraz ciszej brzmiały
Jak gdyby światy światów zasypiały.
Już słońce znikło — ale nie spoczęła
Postać pielgrzyma, aż ją ogarnęła
Ciemność swemi zastępami
Między skałami. —
Nadzieje echa echom podawały —
Echa, skał niemych wymowne tłomacze —
Milczą lasami uwieńczone skały
I czyż milczycie, o moi słuchacze?.





PRZEKLEŃSTWO PIEŚNI.
BALLADA.
«Zniepokój tak słowo prawdy, aby nie mogło
w spoczynku i pogodzie dojrzeć — a ludzie
się niem strują, o tyle o ile zniepokoili je.»
C. NORWID.


Ciemnym wieczorem, na wiejskiem ustroniu
Siadł bard pod domkiem w bluszczach osłonionym,
I dotknął gęśli, a po wiejskiem błoniu
Pieśń popłynęła głosem zasmuconym
Jak cichy łabędź, przez łąki i fale,
Płynąc, tonami rozemdlała się w żale —