Przejdź do zawartości

Strona:Ernest Buława - Poezye studenta - tom I.pdf/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Inny rzekł dzwoniąc zębami:
Toć czysta
Żmija z piekieł jednooka! —
A był tam jeden wśród chłopców sierota
Ten rzekł: nietaką straszliwą,
Jam widział piękną — anielską — szczęśliwą
Postać — że za nią tęsknota — —





WIESZCZ PUSTYNI.


Zagasło słońce — na piaskach pustyni
Same w oddali błądzą uragany,
Umilkły wiatry, kroczy noc zbawczyni.
I już widome, drżą gwiazd karawany.
Umilkły wiatry — po długim pochodzie
Legła by spocząć sama karawana,
Wielbłądom drżące zgięły się kolana —
I każdy chwali Boga swego Pana,
Co wsparłszy turban mu o garb wysoki,
W obłokach dymu do snu się kołysze.
O! sen roskoszny, lekki i głęboki
I jak noc wschodnia gra cudów barwami —
Lecz wtenczas tylko kiedy towarzysze,
Śpiewaka swego pieśnią kołysani,
Słuchają jego strun podźwięków czystych,
Co płyną głośno — pełnemi piersiami:
Jak dźwięki kaskad oazy pienistych —
Wieszcz ich nie co dzień śpiewa, lecz gdy śpiewa,
On boskim dusze ich unosi prądem,
Jak kwiaty z brzegu rzucane porywa,
Co się na próżno chcą połączyć z lądem.
Żeglując skrzydłem swej pieśni, młodości,
Orlemi szpony ducha ich odrywa