Strona:Emil Zola - Germinal.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Rasseneur odwrócił głowę i bąknął przez zęby.
— Nie dziwi mnie to, nie spodziewam się go.
— Czemu?
Rasseneur zmusił się do spojrzenia mu w oczy i rzekł:
— Temu, że pisałem doń, a jeśli już chcesz wiedzieć, to ci mówię, iż go prosiłem, by nie przyjeżdżał. Tak zrobiłem. Myślę, że możemy sami załatwić nasze sprawy bez mieszania w to obcych.
Stefan wpadł w szał, drżał z gniewu i wpijając się oczyma w Rasseneura począł wołać.
— Ty to zrobiłeś? Ty to zrobiłeś?
— Tak naturalnie ja. Wiesz, że ufam Pluchartowi. Jestto lis, a przytem człek mądry. Ale nie cierpię tej waszej polityki, tego szarpania rządu. Żądam, by lepiej traktowano robotnika... oto wszystko. Przez lat dwadzieścia pracowałem w sztolni, wiem co jest nędza i cierpienie i dlatego poprzysiągłem sobie zrobić coś dla tych nieszczęśników. A widzę, że to wasze fantazye nietylko do niczego nie doprowadzą, ale jeszcze pogorszą los nędzarzy... Niechno wróci do roboty zagnany głodem... już sobie użyje na nim Kompania! Zapłaci mu kijem! Jak psa dręczyć pocznie zbiegłego, którego się na nowo do komórki zamyka! I temu właśnie chcę zapobiedz, wiedz o tem!
Mówił głośno rozkraczony na grubych nogach, z brzuchem wypiętym. Słowa płynęły mu gładko i szybko i w nim malował się charakter tego spokojnego praktycznego człowieka. Czyż nie absurdem jest mniemać, że świat się przerobi z dziś na jutro, że się na miejscu panów postawi nędzarzy, podzieli bogactwa jak jabłka i zapanuje odrazu szczęście! Nim coś podobnego się stanie, mogą upłynąć lat tysiące. Więc lepiej milczeć, jak pleść o tych cudach. Najmądrzej jest nie narażając się na rozbicie nosa wziąć na uwagę, cel najbliższy, starać się o reformy i wykorzystać każdą sposobność, by poprawić los robotnika. Do tego zabierze się chętnie i pokaże, że skoro weźmie sprawę w rękę skłoni dyrekcyę do przyznania pewnych ulg. Inaczej wszystko na nic i robotnicy razem ze swem męstwem poginą z głodu.