Strona:Elwira Korotyńska - Litościwa mrówka.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


LITOŚCIWA MRÓWKA

Minęło cudne lato, a minęło, jak jedna szczęścia godzina, bo, co dobre i piękne, za krótkiem nam się zwykle wydaje...
Na rydwanie z pożółkłych liści wjeżdżała majestatyczna jesień.
Wichrem miotana jej postać przyodziała się w płaszcz z purpurowych liści winnego szczepu, na głowie dumnej pani kołysał się wieniec z głogu, pas ze złocistych liści klonu opasywał jej kibić.
Poddawała się wichrom z rozkoszą i przebiegała na swym rydwanie mile całe, zmiatając trzymaną w dłoni ciernistą kosą, wszystko co zielone i wonne ziemi się jeszcze trzymało.
Przebiegła i po do niedawna kwiecistej łące i po cudnym mchem usłanym lesie i po polach, drobnem, ostatniem kwieciem porosłem.
Kędy szła, zrywały się jak przestra-