Strona:Eliza Orzeszkowa - Stare obrazki.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


szczęśliwym słodyczą, którą z swéj piersi, na mroczny, błotnisty, lecz razem tak biedny i smutny świat ten rozleje!...
Przyciszony, męzki głos, ozwał się u drzwi:
— Długiego ci życia, Cezarze! o hasło proszę cię, Imperatorze!
Po chwili milczenia z nakazującą postawą i głosem spokojnym Aureliusz wymówił:
Parce et labora!
— „Przebaczaj i pracuj!“ — otrzymane hasło powtórzył Pretoryanin, ukłonem pełnym czci, żegnając władcę i wodza. Przez drzwi, któremi wychodził, wchodzili wodzowie wojsk i z senatorów najstarsi. Wkrótce w błyszczących zbrojach, albo śnieżnych togach, obsiedli oni kurulne stołki i długo w noc Marek Aureliusz naradzał się z nimi nad sposobami odparcia od granic ojczyzny strasznego najścia plemion germańskich.
Po salach, portykach, przedsieniach palatium, z ust do ust podawane, brzmiało dzisiejsze hasło Imperatora; stoczyło się z palatyńskiego wzgórza i po uśpioném mieście biegło wciąż daléj i daléj, zbliżając się do wspaniałéj Klaudyuszowéj drogi, przy któréj mnóztwem jaskrawych świateł, jaśniała willa Werusa. Wszystkich barw lampy zwisły u gzemsów i kolumn tego marmurowego cacka, dyamentowemi blaskami oświetlając i malując spowijające je wieńce kamiennych rzeźb i laurowych