Strona:Eliza Orzeszkowa - Pieśń przerwana.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
69
PIEŚŃ PRZERWANA

nia z łokciami na komódce i twarzą w dłoniach, zobaczyła ojca, wchodzącego z ulicy do ogrodu, i wybiegła na jego spotkanie.
Dzień przeminął i wieczór się kończył. W domku pomiędzy fasolą nawet już się skończył, bo małe okna jego pogasły oprócz jednego, należącego do pokoiku Klary.
Ona szyła jeszcze, ale po godzinie dziesiątej zostawiła robotę na stole, z zamiarem powrócenia do niej wkrótce i wybiegła na ganek.
Wywabiły ją z pokoju ciche szelesty fasoli, poruszanej małym wiatrem, i gwiazdy, które świeciły naprzeciw niej, za oknem.
Ganek miał parę wschodków,