Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


blada, nieszczęśliwa... o, bogini! Ale to wszystko jeszcze nic, podobała mi się od razu co prawda, powiedziałem przecież sercu mojemu: milcz! bo wiedziałem, że siostra moja nie żartem ją polubiła i strzedz ją odemnie postanowiła jak ognia... Wtedy jednak kiedy przyszła do mojej siostry i tym swoim cudownym, lubym, słowiczym głosikiem powiedziała: nie mogę uczyć córki pani... ale ja tobie, piękna pani... Julciu, opowiadałem już tę historyą... otóż wtedy to właśnie zakochałem się w niej na prawdę. Przez cały dzień potem chodziłem jak odurzony po wszystkich ulicach szukając mojej bogini...
— I nie znalazłeś jej pan?
— Nie znalazłem...
— Nie wiedziałeś, gdzie mieszka?
— Nie wiedziałem. Siostra moja wiedziała, ale ba!... ilem razy spytał ją o adres pięknej wdowy, opowiadała mi zawsze: czemu ty, Olesiu, do bióra nie idziesz?
Kobieta parsknęła śmiechem.
— Siostra pana musi być okropnie poważną osobą! — zawołała.
Mężczyzna nie zaśmiał się tym razem ani westchnął.
— Nie mówmy o siostrze mojej, panno Julio, rzekł głosem, w którym brzmiała pewna stanowczość. Oto lepiej posłuchaj dalszego