Strona:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żabotami i wypukłymi haftami wzdymających się na ich piersiach, nic na świecie, żadna struna, żadna sprężyna, żadna gutaperczana piłka, ani gorsetem wykształcona kibić niewieścia, iść nie mogły w zawody z giętkością poruszeń ich, sprężystością poskoków, ruchliwością oczów i doskonałem wyćwiczeniem języków.
— Kolor Mexique w białe ramaże! mówił jeden z tych młodych panów, rozwijając przed oczami dwóch kupujących kobiet jedną ze sztuk materyi.
— Panie przełożą może Mexiqe pur! — zawołał drugi.
— Albo gros-grains, vert de mer! jest to ostatniej mody...
— Oto są koronki Cluny do oszycia peplonów i wolantów, brzmiał dźwięczny głos męski przy drugim końcu stołu.
— Valansieny, Alansony, Briuże, Imitacye, Blondyny, Illuzye...
— Fay koloru Bismark! może trochę zbyt światły, zbyt voyant? Oto inny z ramażem czarnym.
— Bordeaux couleur sur couleur! Pani żąda czegoś lżejszego?
— Mosambique! sultan! kolor the chair! wyborny dla brunetek!
— Panie życzą sobie czegoś w pasy! W horyzontalne czy w perpendykularne?