Strona:Eliza Orzeszkowa - Gloria victis.djvu/344

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   334   —

— Oktuniu! może ty...
Amazonka, igłę z nicią przez kaszmir przewlekając i głowy jasnozłotej z nad roboty nie podnosząc, głośno na cały pokój, na nutę słynnej wówczas arji: Rachelo, kiedy Pan, w dobroci niepojęty“ — zaśpiewała i zatrelowała.
— Nie u-miem — nie u-miem — dajcieee-mi święęę-ty pooo-kój!
Marylki Jaroszyńskiej zawołać, panna służąca to jest, której trzej bracia do partji idą. Ufać jej można, jak zresztą całej służbie.
Przywołana wbiegła. Sukienka w żałobne kratki, głowa w loczkach, żywa, fertyczna, śmiała. Dowiedziawszy się o co chodzi okiem znawczyni futerka barankowe, siwe i białe, obejrzała, poczem ze wzruszeniem ramion:
— I to ma do stu czapeczek wystarczyć jeszcze takich kwadratowych! Żarty chyba! Ledwie może do sześćdziesięciu wystarczy.
— Jezus Marja! Co ty wygadujesz, Marylko!
— Bóg wie, co pleciesz!
— Nie znasz się!
— Nieszczęście przepowiadasz...
— Tu żartów niema! To byłoby nieszczęście!...
— O nowem sprowadzaniu ani myśleć!...
— Gdzież tam! czasu już niema...
— Krój, Marylko! Zaczynaj krajać! Zobaczysz, że wystarczy...
Ręce błagalnie złożyła i głosikiem cienkim zawołała:
— Boję się! Jak mamę kocham, nie wystarczy,