Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pełnie, gdy urodzona we dwa lata później druga córka, która żonę dla przykrej ciąży, części jej wdzięków i przyjemnych tego roku zabaw stolicy pozbawiła, nie tylko z oziębłością, ale nawet ze wstrętem, przy przyjściu na świat od matki powitaną była. Delfina łączyła do tego tak niesprawiedliwego uczucia, drugą jeszcze niesprawiedliwszą obawę, iż podzieli w części w sercu ojca troskliwość i miłość, które jej się jedynie zdawały należne ulubionej od niej Zosi. Biedna więc Emilka, od ojca tylko mile przyjęta, jego staraniu i zdrowej wieśniaczki pokarmowi powierzona, jak sierota tylko wkrótce w domu była uważana.
Niemógł znieść tego długo Edward. Wszczęły się przykre wymówki, widoczne pomiędzy małżeństwem poróżnienia, przerywane tylko odwiedzinami gości lub bytnościami w stolicy, pod czas których Delfina przybierała znowu na moment, ujmującą dawniejszą postać. Lecz te pozory, tak przeciwne rzeczywistości, tak się obrzydłemi nareszcie stały otwartemu charakterowi Edwarda, iż nieznacznie Delfina z Zosią w stolicy, pod pozorem zdrowia, a Edward z Emilką na wsi w Topolówce przemieszkiwać zaczęli.