Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.


to razem sprawiało, że ta rozmowa była i pouczeniem, Wymowa w treści swej poetyczna, pełna metody, a krocząca zawsze poza wszelką znaną metodą, arsenał obrazów, zaczerpniętych ze świata mało uczęszczanego przez tłumy, cudowna sztuka wyprowadzania z oczywistych i zupełnie widocznych założeń, postrzeżeń nowych i utajonych, otwierania zadziwiającej perspektywy — słowem sztuka czarowania, pobudzania myśli, marzeń, wyrywania dusz z barłogów rutyny — oto olśniewające jego przymioty, których pamięć zachowało wiele osób. Zdawało się jednak czasem, jak opowiadają, że poeta nagle w kaprysie niszczenia ściągał swych przyjaciół raptem jakimś dotkliwym cynizmem na ziemię, rozwalając brutalnie całe swe dzieło uduchowiania. Wspomnieć tu przytem trzeba, że był mało wybredny w doborze słuchaczy, a mniemam, że czytelnik znajdzie bez trudu w dziejach i inne podobnie wielkie i oryginalne umysły, dla których każde towarzystwo było dobrem. Niektórym duszom osamotnionym wśród tłumu i czerpiącym pokarm tylko w rozmowie z sobą, zbędną jest wszelka wybredność w przedmiocie publiczności. Jest to jakby rodzaj braterstwa opartego na pogardzie.
Trzeba by jednak pomówić o tym nałogu jego, osławionym i wytykanym z taką zaciekłością, iż możnaby przypuścić, jakoby wszyscy pisarze Stanów Zjednoczonych z wyjątkiem Poego, byli anio-