Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


obraca się dzieło, jest zupełnie inną. Może mniemał, iż proza nie pozostaje na wysokości tego dziwnego i prawie niedającego się oddać uczucia, bo poezye jego w zamian są niem nasycone. Boska namiętność ukazuje się tam wspaniała, świetlista i zawsze przysłonięta nieuleczalną melancholią. W artykułach swych mówi nieraz o miłości i to jako o rzeczy, której nazwa wprawia pióro w drżenie. W The Domain of Arnhaim twierdzi, iż są cztery podstawowe warunki szczęścia: życie w swobodzie, miłość kobiety, oderwanie się od wszelkiej ambicyi i stworzenie nowego Piękna. I to właśnie popiera zdanie p. Frances Osgood o rycerskim szacunku Poego dla kobiet, że mimo nadzwyczajnego talentu do tego, co groteskowe i straszne, niema w calem jego dziele ustępu, któryby nosił rys lubieżności lub świadczył o pociągu do uciech zmysłowych. Jego portrety kobiece są, że tak powiem, otoczone aureolą, rzucają blask jakby wśród nadziemskiej mgławicy, a malowane są w sposób emfatyczny pełny ubóstwienia. Co się zaś tyczy owych drobnych epizodów romantycznych to czy można się dziwić istocie tak nerwowej, w której pragnienie Piękna było może głównym rysem, że niekiedy w zapalności uczuć uprawiała galanteryę — ów wulkaniczny kwiat, dla którego wrzący mózg poetów jest ulubionym gruntem?
Można sobie wytworzyć przybliżone pojęcie jego