Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W ścianach tak urządzonego okrycia umieściłem trzy okrągłe szyby z grubego, ale czystego szkła, przez które mogłem patrzeć bez trudności na wszystkie strony świata W części worka, przypadającej na dno, znajdowało się też okienko odpowiadające otworowi w koszu. To dozwalało mi patrzeć prostopadle w dół. Gdy atoli z powodu skręcenia fałdów worka nie mogłem umieścić szybki w górze, byłem pozbawiony możności widzenia przedmiotów wprost w moim zenicie. To oczywiście nie miało wielkiego znaczenia; bo gdybym nawet zdołał był umieścić okno w górze, balon zasłoniłby mi wszelki widok.
Blisko na stopę poniżej jednego z bocznych okien był okrągły otwór, trzy cale w średnicy, opatrzony mosiężną ramą, przystosowaną na wewnątrz do przyjęcia w siebie śruby. W tę ramę wkręciłem rurę kondenzatora, który znajdował się naturalnie wewnątrz kauczukowego pokrycia. Przez tę rurę wciągnąłem z otaczającej rzadkiej atmosfery powietrze zapomocą próżni, a potem wtłaczałem je w stanie zagęszczenia do mego pokoju. Po kilkakrotnem powtórzeniu tej operacyi, pokój wypełnił się atmosferą zupełnie wystarczającą do oddechania. Jeno zamknięta w ograniczonej przestrzeni, byłaby ta atmosfera wkrótce zanieczyściła się wskutek ustawicznego zetknięcia z płucami.
Dla uniknienia tego, umieściłem małą klapkę w spodzie kosza, a otworzenie jej sprawiało na-